- P³ocha jest, bo m³oda, ale to z³ote serce! A ona, jakby na potwierdzenie s³ów pana Zag³oby, szepnê³a zaraz po cichu: - Przepraszam waæpana..

I mimo i¿ Ketling wstrzymywa³ jeszcze, pan Zag³oba wsta³ i poszed³. Bodaj was zabito!... - Jak mi Bóg mi³y, nie! Daj ucho! To rzek³szy obj±³ j± wpó³, przysun±³ w±sy do jej jasnych w³osów i szepn±³: - Je¶li bêdzie ch³op, to niech mu bêdzie Micha³. Urzekaj±ca - A ja siê jeno tego bojê, oczywi¶cie nie dla siebie, ale dla ciê, ¿e ich za czêsto bêdziem widywaæ. I mimo i¿ Ketling wstrzymywa³ jeszcze, pan Zag³oba wsta³ i poszed³. Przed wyjazdem prosi³ tylko pana Zag³obê i Wo³odyjowskiego, by dom jego uwa¿ali za swój w³asny i tak d³ugo w nim mieszkali, póki by siê im nie uprzykrzy³o. Wozów zebra³o siê kilkana¶cie, postanowi³a bowiem Basia suto chreptiowskie komory zaopatrzyæ; sz³y wiêc tak¿e za wozami mocno wywiuczone i wielb³±dy, i konie, uginaj±c siê pod ciê¿arem krup i wêdlin; sz³o na koñcu karawany kilkadziesi±t wo³ów stepowych i czambulik owiec. To rzek³szy zerkn±³ na Bogus³awa, ale ten uda³, ¿e nie s³yszy, i rozmawia³ pilnie z s±siadem.

Jedna kulbaka nam za poduszkê s³u¿y³a, z jednej jadali¶my misy; Kastorem i Polluksem nas zwano. - Wielki¿ to ¿o³nierz? - spyta³a po cichu starego szlachcica. Ogarn±³ go wstyd i gorzkie pocz±³ sobie czyniæ wyrzuty, ¿e nie tamtê kochan±, zmar³±, przed sob± widzia³, nie tamtej mia³ pe³ne oczy, serce, duszê, ale tej, ¿yj±cej. Ca³y ten dzieñ by³ dniem ciê¿szego jeszcze niepokoju. sekty A on, po staremu, jako niegdy¶ nienawi¶æ, tak teraz mi³o¶æ oddawa³ z nawi±zk±. Czerwone ¶wiat³o poczê³o znów b³yskaæ w oczach Azji, ale trwa³o to tylko przez jedno mgnienie oka. Nie zapomnia³em ja tamtej niebogi i nie zapomnê jej nigdy; mi³ujê j± dot±d i gdyby¶ wiedzia³a, ile jest po niej p³aczu we mnie, sama by¶ nade mn± zap³aka³a... Tu przyszed³ jej na pamiêæ ów poca³unek przyjêty i oddany, wiêc ogarn±³ j± wstyd i pogarda dla samej siebie.

- Tak! - odrzek³a pó³g³osem panna Drohojowska. - Musia³ tu z gotowym przedsiêwziêciem przyjechaæ, w którym szczê¶liwo¶æ swoj± upatrywa³, a tymczasem jakoby piorun w to strzeli³. I ponêtom samym by³by siê obroni³, lecz jednocze¶nie sumienie mówi³o mu: ¼le post±pisz, je¶li jej odjedziesz i zacn± pannê, któr± do winy przywiod³e¶, we wstydzie zostawisz Tak waha³o siê serce rycerza na obie strony w niepewno¶ci, zmartwieniu, mêce. A i Kmicica poduczy³em te¿ nie¼le. po elekcji... opalanie Wprawdzie Zag³oba z pani± stolnikow± wybiegli a¿ do sieni na spotkanie obu par, jednak oczy ich by³y zwrócone tylko na Basiê i Nowowiejskiego. - To s± w matni? - Jako widzisz. Patrzyli wiêc na niego ze zdumieniem, a g³ównie niewiasty, dla których wszelka tajemnica najwiêksz± stanowi ponêtê; ów za¶, jakby i we w³asnych oczach przez wyznanie wyrós³, sta³ hardo, g³owy nie spuszcza³, i wreszcie rzek³: - Ów szlachcic (tu wskaza³ na Nowowiejskiego) prawi, ¿em ja jego cz³ek, a ja mu na to rzeknê, i¿ rodzic mój po lepszych grzbiecie na koñ siada³.

Przysz³o jej to nie³atwo, bo Ketling nie pokaza³ siê przez kilka nastêpnych dni i na noc nie wraca³. Krzysia nie mog³a wyj¶æ z podziwu, on za¶ t³umaczy³ jej ka¿d± rzecz i przedstawia³, a od czasu do czasu milkn±³ i spogl±daj±c w jej ciemnoniebieskie oczy zdawa³ siê mówiæ wzrokiem: „Co znacz± te wszystkie cuda wobec ciebie, cudzie! Co znacz± te skarby wobec ciebie, skarbie!” Panna za¶ rozumia³a tê cich± mowê. Ale mnie pan Zag³oba powiedzia³... Sokó³ ów by³ per³± miêdzy ich majêtno¶ciami. ko¶ció³ scjentologiczny A waszmo¶ci klejnot Miesi±c Zatajony? proszê!... - Ale przyznaj, waæpani dobrodzika, ¿e¶ nie bez jakowych¶ ukrytych zamiarów te sikory tu przywioz³a. Teraz pan Zag³oba by³ przekonany o pomy¶lnym spe³nieniu siê swych najtajniejszych ¿yczeñ i z ca³± swobod± odda³ siê pracom elekcyjnym; obje¿d¿a³ szlachtê przyby³± do stolicy lub spêdza³ czas na rozmowach z ksiêdzem Olszowskim, którego w koñcu polubi³ bardzo i sta³ siê poufa³ym wspólnikiem. - Bóg go, od tego ochroni! - rzek³a pani Andrzejowa.

Tymczasem wróci³ Mellechowicz i poda³ Wo³odyjowskiemu list Bogusza. - Niech¿e i tak bêdzie! Ha! s³yszê ju¿ ich z bliska. Tymczasem Basia rozgospodarowywa³a siê w Chreptiowie. witaminy I ³zy poczê³y mu ¶ciekaæ na w±siki. - A ja siê jeno tego bojê, oczywi¶cie nie dla siebie, ale dla ciê, ¿e ich za czêsto bêdziem widywaæ. Moja mo¶cia panno, moja Krzysiu kochana! zwa¿, ktom jest, ¿em prosty ¿o³nierz, któremu wiek ¿ycia na wojnach zeszed³... Pani stolnikowa zgromi³a j± zaraz oczyma, lecz jednocze¶nie poczê³a drgaæ tamuj±c usilnie ¶miech; pan Micha³ równie¿ wargi przygryza³, a Drohojowska spu¶ci³a tak oczy, ¿e a¿ jej d³ugie rzêsy rzuca³y cieñ na policzki. Nie podejrzewa³em go dot±d o nic anim te¿ wypytywa³ na poleceniu hetmañskim poprzestaj±c, chocia¿ on jakow±¶ tajemnic± siê os³ania³.

Mo³dawskie wino grza³o siê z rozkazu Basi przy ¿arze, a pacho³kowie czerpali je cynowymi kusztyczkami i podawali rycerzom. - Pojadê! nie mo¿e inaczej byæ i nie bêdzie! - To wrócisz. Poszli wiêc wszyscy do jadalnej izby, tylko Basi nie by³o. - Basiu! - zawo³a³a Drohojowska. Krzysia jest ci przyjacielem! - Da Bóg, ¿e i zostanie, chocia¿ nas morza przedziel±! - Wiêc co? - Nic wiêcej! nic wiêcej! - Pyta³e¶ siê jej? - Daj waæpan spokój! Ju¿ mi i tak smutno, ¿e odje¿d¿am! - Ketling! chcesz, ¿ebym ja jeszcze, póki czas, spyta³? Ketling pomy¶la³, ¿e je¶li Krzysia tak bardzo ¿yczy³a sobie, aby ich uczucia pozosta³y w ukryciu, to mo¿e bêdzie rada, gdy siê trafi sposobno¶æ zaprzeczenia ich otwarcie, wiêc odrzek³: - Ja wa¶ci upewniam, ¿e to siê na nic nie zda³o, i sam jestem pewien tak dalece, ¿em uczyni³ wszystko, ¿eby sobie ten afekt z g³owy wybiæ, ale je¶li waæpan cudu siê spodziewasz, to pytaj! - Ha! je¶li¶ ty j± sobie z g³owy wybi³- rzek³ z pewn± gorycz± pan Zag³oba - w takim razie istotnie nie ma co robiæ. Trzeba te¿ i zapasik jaki taki przygotowaæ, bo i tego pewnie nie wiecie, ¿e miody a wina nigdzie siê tak dobrze jako w pieczarach nie konserwuj±... Basia za¶ us³ucha³a niezw³ocznie, bo jakkolwiek zapa³ j± unosi³ i mê¿ne serce do dalszej zachêca³o walki, przecie jej niewie¶cia natura poczê³a braæ górê nad uniesieniem i wzdragaæ siê w¶ród tej rzezi, na widok krwi, w¶ród wycia, jêków, chrapania konaj±cych, w powietrzu przesi±k³ym zapachem surowicy i potu. Basia potrzebowa³a tylko zatoczyæ ko³em w stronê Chreptiowa, by siê pozbyæ pogoni, tamci bowiem z pewno¶ci± nie zawracaliby za ni± w paszczê Iwu, maj±c wprost przed sob± rzekê wraz z jej komyszami, w których siê ukryæ mogli.

„Ot! koza!" - pomy¶la³ pan Wo³odyjowski. - Mieszka ze mn± pan Zag³oba, którego prosi³em, aby wieczerzê przygotowaæ kaza³. Maj± rozkaz na wiosnê do Adrianopola wszyscy ruszaæ i ¿ywno¶ci co najwiêcej ze sob± braæ. - Mia³! ¿ebym siê z tego zydla nie ruszy³! Na wielk± wojnê idê, i kwita! A teraz do Chreptiowa z wami jadê, bo siê w Ba¶ce kocham! Ba¶ka skoczy³a rozpromieniona i poczê³a ¶ciskaæ pana Zag³obê, on za¶ coraz to podnosi³ w górê g³owê powtarzaj±c: - Mocniej! Mocniej! Wszelako Wo³odyjowski rozwa¿a³ jeszcze wszystko czas jaki¶ i wreszcie rzek³: - Niepodobieñstwo to jest, aby¶my mieli zaraz wszyscy jechaæ, boæ tam szczera pustynia i dachu kawa³ka nad g³ow± nie znajdziem. Wrócê kiedy¶, je¶li bêdê móg³; zostanê tam na zawsze, je¶li bêdê musia³. Palili i ¶cinali Tatarzy przez Chmiela na pomoc wezwani, palili¶my i ¶cinali my. Jeszcze jakowe¶ walne argumentum waæpan przytoczy³e¶, ale nie mogê sobie przypomnieæ... Na to Azja: - Ja wiem, ¿e ja im wdziêczno¶æ winien, i postaram siê wyp³aciæ.

- Zdarzy siê, zdarzy! - rzek³ Zag³oba. Zdj±³ j± strach wielki, by nie omdla³a ca³kiem, i tylko wstyd przed dragonami podtrzymywa³ j± na kulbace; odwraca³a jednak starannie od nich twarz, by nie dojrzeli na niej blado¶ci. Nazajutrz przybra³ pan Wo³odyjowski cia³o w piêkne suknie, a twarz w powagê, uzbroi³ siê we wszystkie argumenta, które mu do g³owy samemu przysz³y, i w te, które mu pan Zag³oba podda³, i tak uzbrojony zeszed³ do jadalnej izby, gdzie wszyscy zwykle zgromadzali siê na ¶niadanie. Tymczasem ptaki, kracz±c coraz mocniej, zbli¿y³y siê znacznie, wiêc pan Muszalski zwróci³ siê do ma³ego rycerza i rzek³ uderzaj±c d³oni± po ³uku: - Panie komendancie, a nie wzbronno bêdzie ¶ci±gn±æ jednego na uciechê dla pani komendantowej? Ha³asu to przecie nie uczyni? - ¦ci±gnij wa¶æ choæby dwa - rzek³ Wo³odyjowski wiedz±c, jak± stary ¿o³nierz ma s³abo¶æ popisywania siê celno¶ci± swych grotów. - Pan Char³amp przyjecha³ i czeka na pokojach - odrzek³ pacho³. Skrzetuski wiedzia³, ¿e od pewnego czasu pan Zag³oba mia³ zwyczaj na niego siê we wszystkim jako na naocznego ¶wiadka powo³ywaæ; wiêc ani okiem nie mrugn±³, jeno o Wo³odyjowskim znów mówiæ pocz±³. Basi a¿ dziw, ¿e to tak ³atwo. Stary by mnie pozna³, ale m³ody nie pozna...


||||||||||||||||||||||