Odwaga jej wzięła wreszcie górę nad konfuzją i zaraz przejrzała jaśniej

Dno ukazało się w gąsiorze, Zagłoba chwycił go za szyję i rozbił w drobne kawałki, bo nie mógł znosić widoku próżnych naczyń. - Widzisz - rzekł do Basi Wołodyjowski - to nieprzyjaciel się tam przytaił. Jakoż wieczorem dworek Ketlinga zajaśniał światłem; przybyło kilkunastu wojskowych i muzyka, którą uprzejmy gospodarz dla rozrywki pań sprowadził. przeziębienie Jednakże bystry dowcip pana Zagłoby począł przebijać mgłę i odgadywać istotne powody i intencji Krzysi, i rozpaczy Wołodyjowskiego. Panny sypiały razem i gawędziły zwykle przed snem długo, ale tego wieczora nie mogła Basia Krzysi rozgadać, o ile bowiem pierwsza miała ochotę do rozmowy, o tyle druga była milcząca i odpowiadała półsłówkami. - Dzień dobry waszmości! - Dzień dobry, dzień dobry! - odrzekł pan Zagłoba. Już też przecie znajdę gdzie jaki dębczak rosochaty. On bogatszym począł służyć, niż był teraz.

Miała się z tego dobrze i służba pana Zagłoby, ale on sam, wbrew postanowieniu i obietnicy, jechał tak wolno, że trzeciego tygodnia dopiero w Mińsku stanął. Dalszą rozmowę przerwało wejście Ketlinga. Poszły one jeszcze w nocy i rzekomo w różne strony, ale jako rybacy szeroko założą niewodem, aby następnie zejść się przy jednej przerębli, tak i owe chorągwie, rozległym idąc koliskiem, miały się zejść o brzasku przy Sierocym Brodzie. Więc rzekł: - Żeby nie pachołek, który za nami jedzie, to bym na tym śniegu do nóg waćpannie z wdzięczności upadł. Dzikie serce Ale wszelka myśl podobna tak była daleka teraz od głowy pana Michała, że w pierwszej chwili zdumienie przemogło w nim nad oburzeniem. Po chwili spadł na kilka kroków przed koniem Basi. Trzej dragoni nie zdołali zatrzymać wszystkich uciekających, zresztą po krótkiej walce spadli z kulbak, hurma zaś biegąc śladem Basi zawróciła na skłonie wzgórza i wydostała się na step wysoki. Słuchali rycerze ze skupieniem mądrych słów pana Zagłoby, a on rad widział, że go z taką uwagą słuchają, i dalej mówił: - Ja Michała na wskróś przeznałem i Bóg mi świadkiem, że nie chcę mu tu przymawiać, ale tak mi się widzi, że on więcej ożenku niż onej dziewczyny żałował.

I rzeczywiście był to Wołodyjowski, który w kilka koni na spotkanie żony wyjechał. Ewa przy tym najzacniejsza dziewka! - Jeno taką ma twarz, jakoby jej kto na czole napisał: „naści gęby!” Hu! kawka to jest! Wczorajem to sobie zakonotował, że gdy przy stole naprzeciw gładkiego chłopa siedzi, to tak dycha, że aż raz w raz talerz odrzuca i musi go sobie przysuwać. W pół korytarzyka spotkał przy schodach Basię, w tym samym miejscu, w którym uniesiona gniewem, zdradziła tajemnicę Krzysi i Ketlinga. Do waćpanny pierwszej o instancję się udaję, a jeśli trzeba, to na kolanach będę o nią błagał! To rzekłszy klęknął przed Krzysią i chwyciwszy jej rękę do ust przycisnął, a patrzył w jej oczy błagalnie, wesoło i smutno zarazem; ona zaś poczęła płonić się, zwłaszcza że Zagłoba zaraz wykrzyknął: - Ledwie przyjechał, już przed nią na kolanach. - Z czasem, gdyby się moje najgorętsze pragnienia spełnić miały - rzekł Ketling - może waćpana o przyjacielskie auxilium poproszę. zdrowie - Ketling! jak się masz! - zawołał po raz wtóry Zagłoba, któremu mało było jednego powitania, i znów chwycił go w objęcia. - Ot, jest! - odrzekła podając mu pismo pani stolnikowa.- Że wiatr był, a ludzie na jarmarku... Pan Zagłoba grubianinem nie był i nie odmawiał wiedząc, że znajomość z nim każdemu miłą będzie.

Dobrze? - To i siostrze nie mam nic gadać? - Sama ja jej powiem, ale po pana Michałowym odjeździe. Czas mi odejść. Lekkie rumieńce przeleciały przez smagławą twarz Krzysi. Owóż, widzicie państwo, między jezuitami znajdzie się zawsze siła od niego mądrzejszych, a takiej drugiej szabli w Rzeczypospolitej nie masz... świadkowie Jehowy Ale jakież czekało ją rozczarowanie! Oto pan Michał zerwał się i wyszedł z nim razem. Na drugi dzień dopiero pan Zagłoba przydybawszy ją samą spytał: - A co, hajduczku, w Nowowiejskiego jakoby piorun trzasł? - Aha! - odrzekła potakując głową i mrugając oczyma. - Niechże ją za to Bóg błogosławi! - powtórzyła pani Boska, - Zosiu, ucałuj ręce pani komendantowej. Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po szkocku...

Ale że tu obce miasto, więc wolałybyśmy w jakiej pewniejszej gospodzie się zatrzymać... Że jednak przed okiem jego nic ukryć się nie mogło, więc dostrzegł smutek Krzysi. Tymczasem u nas przywilej święta rzecz- i kto szlachcicem zostanie, temu sam król nie może nic odjąć. opalanie Pan Zagłoba starał się z lekka wyrozumieć opinie stolnika, w końcu zaś zwrócił się do Wołodyjowskiego i spytał bez ogródki: - A ty, Michale, komu dasz kreskę? Lecz Wołodyjowski zamiast odpowiedzi drgnął jakby rozbudzony i rzekł: - Ciekawym, czy też śpią i czy je dzisiaj jeszcze ujrzymy? - Pewnie śpią - odrzekła słodkim i jakby sennym głosem Basia - ale się rozbudzą i niechybnie przyjdą waszmościów powitać. - Będziem je z Michałem chartami szczwali! - wołała klaszcząc w dłonie. Mury na Jedykule srogie. Stary by mnie poznał, ale młody nie pozna... - Cham chamem! - rzekł nagle budząc się pan Zagłoba.

Setne dziewki! Szczególniej ów hajduczek, żebym tak zdrów był! Chytrą Michał ma siostrzyczkę, co? Pani Makowiecka uczyniła istotnie bardzo chytrą minę, która zresztą zupełnie nie przypadła do jej prostodusznej, poczciwej twarzy, i odrzekła: - Myślało się o tym i o owym, jak to zwykle nam, niewiastom, na przebiegłości nie braknie. Jednakże bystry dowcip pana Zagłoby począł przebijać mgłę i odgadywać istotne powody i intencji Krzysi, i rozpaczy Wołodyjowskiego. Ładna kukła! Ona będzie za tatarskie afekta ręczyć! - Oni oboje o płakaniu najwięcej myślą, a to ze srogiej żałości... Krzysi serce zabiło zaraz niespokojniej. Gdyby to jeszcze ten pan Wołodyjowski był przyszedł na końcu bajki, przecie byłby pożądany. Sama sagacitas narium tego nie wytłumaczy, dlatego słusznie dziwić się możesz. Krzysi nic było do żałoby pana Michała i gdy jej o niej za dużo mówił, nie tylko to nie budziło w pannie współczucia, ale drażniło jej miłość własną. Pan Andrzej Kmicic patrzył na nią okrutnie rozkochany.


||||||||||||||||||||||