- Na konwokację chmara szlachty zjechała - rzekł Zagłoba - bo choć to niejeden i nie posłuje, wszelako chce być, przysłuchać się, widzieć
Ja drugi Chmielnicki, ja lepszy niż Chmielnicki, we mnie lew mieszka! Niech mi ją dadzą wziąść, to będę im służył, Kozaków bił, chana bił i sułtana bił, a nie, to cały Lechistan kopytami stratuję, hetmanów w łyka wezmę, wojska rozniosę, grody jak płomień popalę, ludzi wytracę, ja Tuhaj-beja syn, ja, lew!.. Żołnierz, rozgrzewając się stopniowo, grzmocił coraz potężniej. Mój ojciec chanom pokrewny i w Krymie bogactwa a rozkosze mię czekały; ja zaś tu zostałem we wzgardzie, bo tę ojczyznę miłuję i pana hetmana miłuję, i tych miłuję, którzy mi nigdy kontemptu nie okazali. Dzikie serce Zboża wydały plon tak obfity, że gumna pomieścić go nie mogły, i cały kraj, jak szeroki i długi, okrył się stertami. Natomiast zaraz zauważyła, że ci, którzy spoglądają z podziwem i uwielbieniem na nią, spoglądają potem na Ketlinga; że niektórzy zbliżywszy się do niego ściskają mu rękę, jakby czegoś winszując i życząc; że on podnosi ramiona i rozkłada dłonie, jakby się czegoś wypierał. - Oto zacne białogłowskie serce, oto zacna pani! - zawołał Charłamp chwytając ręce Kmicicowej i pokrywając je pocałunkami. Na to Wołodyjowski pochylił się prędko do ucha Krzysi i rzekł: - Zaklinam waćpannę, byś siadła ze mną...
Słońce tak pali, że aż woda zda się od niego płonąć, a kiedy owe blaski poczną drgać i skakać na fluktach, rzekłbyś: deszcz ognisty pada. Wielki człowiek, powtarzam acaństwu i żałuję, że więcej nie mogę powiedzieć, bo jestem pewien, że zdumielibyście się, jako ja się zdumiałem. Że go Lipkowie nasi nad miarę miłują i ślepo słuchają, to sobie męstwem jego i sławnymi akcjami tłumaczyłem, ale i oni pono nie wiedzą, skąd on jest i co za jeden. - I, co tam Basia! Na psa łyko! Powiedziała pani podkomorzynie tak: „On nie ma wąsów, a ja rozumu - i nie wiadomo, kto się pierwej swego doczeka.” - Wiedziałem, że ona języka nie zgubi, ale kto ją tam wie, co naprawdę myśli. Dzikie serce Zaniepokojona panna probowała go pytać o różne rzeczy; odpowiadał grzecznie, przyjaźnie, ale więcej z Basią przestawał. - Słyszysz, Jędrek. - Mości panowie - rzekł prędko mały rycerz - wielceśmy pono tego żołnierza zbyt rychłym posądzeniem pokrzywdzili, bo jeśli on te listy ma i prawdę mówi - a poczynam myśleć, że tak jest - tedy to nie tylko kawaler akcjami wojennymi wsławiony, ale człowiek na dobro ojczyzny czuły, i nagroda, nie krzywe sądy, powinna go za to spotkać.
Tak mówiąc zbliżyła swą cudną twarz do twarzy Basi i tuliła się do niej, i całowała jej oczy. Sami zaś Turcy powiadają, że gdyby nie Lechistan (tak oni matkę naszą nazywają), tedyby już orbis terrarum dawno panami byli. - Ale co tam jeden Tatar! Waćpanowieście tysiącami ich nasiekli, i Szwedów, i Niemców, i Węgrzynów Rakoczego. - Idźcie sami - ozwał się pan Zagłoba - młodziście i macie dobre nogi, a jam się już dosyć nadreptał. Oni obaj śmieli się z jej zapału i nie przestawali jej drażnić, jednakże ustępując jej ze zwyczaju we wszystkim jak rozpieszczonemu dziecku, obiecali jej w końcu pomagać. ks. Piotr Pawlukiewicz Wesołość ogarnęła wszystkich. - Wiem, com panu komendantowi powinien, jako zwierzchności mojej - odrzekł kłaniając się powtórnie Wołodyjowskiemu - wiem i to, żem od waćpanów tańszy, dlatego ich kompanii nie szukam; wasza miłość (tu zwrócił się znów do małego rycerza) pytała mnie o wspólników; mam ich w mojej robocie dwóch: jeden jest pan podstoli nowogrodzki, Bogusz, a drugi pan hetman wielki koronny.
W nocy modliliśmy się o śmierć. - Cóż to stan małżeński w taką abominację podało? - pytał dalej pan Zagłoba. Przede wszystkim jednak postanowiła widzieć się z Ketlingiem i rozmówić się z nim po raz ostatni, aby go od wszelakiej przygody zasłonić. - Daj Boże waćpanu! - Jak mi Bóg miły! Czuł przy tym mały rycerz, że gdyby powtórnie pocałował ją w rękę, to by mu jeszcze bardziej ulżyło. Waldemar Łysiak Widzi waćpan, to było tak.. Przez wiosło padliśmy sobie w ramiona, całując się i płacząc... Świtaniem, gdy burza uspokoiła się nieco, pan Zagłoba ruszył po raz drugi do miasta.
- Panie Michale! - zawołała nagle Krzysia. - Po tym jednym bym go poznał, bom też starego Tuhaj-beja często widywał. Lecz ów blask podbił je, a dawne wspomnienia pocałunków i świeże sny przejmowały teraz dreszczem rozkoszy panieńskie ciało. John Eldredge Być może także, że czuła już lekki zawrót głowy. - A z czyjej winy? - Kto się pierwszy do niej przyzna, temu pierwszemu Bóg ją odpuści. - Niech skonam, jeślim dzień dodał. - Krąży - rzekła panna i poczęła znów pilnie wyszywać.
- To i czas! - rzekł Wołodyjowski. Więc i jej młody Azja przedstawił się zupełnie inaczej, więc widok jego oszołomił ją, a zarazem olśnił i upoił. Ja go z dawna kochałam, chociażem nie mówiła nic, bo on ajzacniejszy i najlepszy, i kochany... Na szczęście nie przygniótł jej, bo pierwej jeszcze zdołała wyrzucić nogi ze strzemion i przechylić się w bok z całej mocy. Prosi też pan hetman, żeby onemu we wszystkim ufać, gdyż pewien jest jego dla nas miłości. Tu Krzysia poczęła patrzeć w niebo, namyślać się, wreszcie odrzekła: - Zali koniecznie mamy oznajmiać ludziom o naszym przymierzu? - Jakże to? - Waćpan przecie za parę dni wyjeżdżasz? - Choćbym i nierad, muszę. - Niech mi za progiem wolno będzie jeszcze raz powitać - mówił po drodze.