- A mego nie wypijesz? - pytał żałosnym głosem Zagłoba
Na to pan Wołodyjowski poszedł do okna i głowę do zimnej szyby przyłożył. Moja mościa panno, moja Krzysiu kochana! zważ, ktom jest, żem prosty żołnierz, któremu wiek życia na wojnach zeszedł... Po stołku na konia już siadam - assentior! Ale gdy raz siądę, tak dobrze na nieprzyjaciela skoczę jak każdy młodzik! Jeszczeć się ni piasek, ni trociny, chwalić Boga, ze mnie nie sypią. Przypadki księdza Grosera - Żebyś to spokojnie usiedziała - mówił - nie przeciwiłbym się, ale wnet poczniesz buszować i koniem czwanić, a to powadze pani komendantowej nie przystoi. Czuła też młoda pułkownikowa skrzydła u ramion i tak wielką radość w piersi, że chwilami brała ją ochota krzyczeć i skakać, ale powstrzymywała ją myśl o powadze. - Nie! - odrzekła spokojnie.
- Nie masz tu życia, bo nie masz spraw ziemskich, i zanim dusza ciało opuści, już jakoby na innym świecie żywie. herbu Miesiąc Zatajony! Proszę! godny klejnot... - Ha! kłopoczemy się - rzekł - a tam Michał może już w domu? - Albo usieczon! - rzekła Basia. Po czym już weselszy i spokojniejszy zeszedł na śniadanie. Rafał Ziemkiewicz - Proszę, a czemu to? - spytał książę. Sen nie uwalniał ją od tego natrętnika, bo ledwie zamknęła oczy, natychmiast twarz jego pochylała się nad nią szepcąc: „Wolę cię niż królestwo, niż sceptr, niż sławę, niż bogactwa...” I głowa ta była blisko, tak blisko, że nawet w ciemności krwawe rumieńce oblewały czoło dziewczyny.
Październik dobiegał do połowy dni swoich, więc wiele ptactwa, zwłaszcza co czulszego na chłody, poczęło już z Rzeczypospolitej ku Czarnemu Morzu wędrować: na niebie widać było i klucze żurawiane z donośnym okrzykiem lecące i gęsi, i stada cyranek. - Mellechowicz, co ty na to? - spytał Wołodyjowski. - Wypadł od jej ciała na sień, z sieni na podwórzec i taczał się jak pijany. - Janie, to służba publiczna! - odparł surowo Zagłoba. Był to nadzwyczaj urodzajny rok. Jan Grzegorczyk Jechało się z chutoru do chutoru, z wsi do wsi, z miasteczka do miasteczka.
Ba, to jeszcze pytanie, czybyście i waćpanowie równych sobie nie znaleźli. Droga była pusta, ledwie gdzieniegdzie wymijał rycerz jakąś furę i leciał ciągle; dopiero ujrzawszy w dali dwór Ketlingowy, powstrzymał konia i pozwolił się dopędzić pachołkowi. Waćpani nie wiesz, że ja go dopiero tydzień wyciągnąłem od kamedułów, gdzie chciał już śluby czynić. Chrystus był na nim z blachy wycięty i tak właśnie pomalowany, że dopiero z boku zaszedłszy i cienkość blachy widząc poznałeś, iż nieprawdziwe ciało wisi; ale z przodu twarz miał jakoby żywą, od boleści jeno nieco przybladłą, i cierniową koronę, i oczy do góry podniesione z okrutnym smutkiem i żałością. Bogaty ojciec biedny ojciec A wobec tego trudno było przypuszczać, aby ci ludzie, Wołodyjowskiemu najbliżsi, nie mieli do niej żalu i urazy. Zgoda! Tedy Bóg nam świadek - amen! Oprzyjże się o mnie ramionkiem, bo skoro układ stoi, to się już modestii nie przeciwi.
Dalszą rozmowę przerwał sługa, który oznajmił, że wieczerza podana. Niejeden i dary znaczne kazał po cichu w wasąg mu wsuwać: od wódek, win do sepecików kosztownie oprawnych, szabel i pistoletów. Zagłoba schował prędko nogę w wasąg. Rafał Ziemkiewicz A Krzysia, rada nierada, musiała słuchać i oczy jej mimo woli szukały tego, o którym była mowa, a czasem spotykały się z jego oczyma. Owóż ona jest krewna: i Potockich, i Jazłowieckich, i Łaszczów. Ale to inna materia.
- Cicho tam siedź i nie wtrącaj się w nie swoje rzeczy! - odparł Zagłoba, którego ubodło to najwięcej, że przy stolniku latyczowskim spotkała go ta wymówka. Z Kryczyńskim się znoś jako najczęściej przez ludzi pewnych i praemium mu obiecuj. Chcesz waćpan rozpytać dla własnej ciekawości, dobrze, ale nie w moim imieniu... Wołodyjowski zaś stał w miejscu, czyniąc, wedle swego zwyczaju, malusieńkie ruchy szablą i nie bardzo nawet zważając na atak. Zaraz sobie powiedziałem: trzeba się i od Ketlinga pokłonić. Ale pan Sobieski kochał nad wszystko żołnierzy, zwłaszcza tych, którzy już z nim tylekroć tratowali po karkach czambułów tatarskich; uważał ich jakoby za rodzinę swoją i przeto właśnie postanowił powitać Wołodyjowskiego, pocieszyć go, wreszcie okazaniem niezwykłego faworu i pamięci wśród szeregów zatrzymać.