Lecz tłok uczynił się tak srogi, że Wołodyjowski nakazał Basi cofnąć się wraz z kilkoma ludźmi z zamętu, zwłaszcza że półdzikie konie ordyńców jęły gryźć i wierzgać
Pan Zagłoba dopatrzył wreszcie jednego z dworzan po polsku ubranego, więc kazał stanąć i pewien dobrego popasu, wysadził już jedną nogę z wasągu, a jednocześnie spytał: - A czyj to dwór taki foremny, że i król foremniejszego mieć nie może? - Czyjże ma być - odpowiedział dworzanin - jak nie pana naszego, księcia koniuszego litewskiego? - Kogo? - powtórzył Zagłoba. Nie spotkałem człeka szczerszego. Więc co? Oświadczyć się i odjechać Krzysinym narzeczonym? Tu ubrana biało i sama bielusieńka, jakby woskowa, postać Anusi Borzobohatej stawała przed oczyma rycerza taka, jaką ją w trumnie złożył. Dzikie serce Nie powiem, że miałem widzenie, bom go i był, i jestem niegodzien, ale śpiąc twardo, widziałem jakoby na jawie całą mękę Pańską... Tamci zostali w trosce i bojaźni. Gdy więc gospodarz przez próg go przepuściwszy pytał następnie: ”kogoż mam honor?” - on się tylko w boki brał i pewien efektu odpowiadał dwoma słowami: - Zagłoba sum! Jakoż nie zdarzyło się nigdy, aby po owych dwóch słowach nie nastąpiło wielkie ramion otwieranie, okrzyki: ”do najfortunniejszych dni ten zapiszę!”, i nawoływania towarzyszów albo dworzan: ”patrzcie! ów jest wzór, gloria et decus wszystkiego Rzeczypospolitej kawalerstwa!” Zbiegali się tedy podziwiać pana Zagłobę, a młodsi przychodzili całować poły jego podróżnego żupana. - A to jakim sposobem? - Bo mniej płocha, a statku i rozwagi ma więcej... W takie to zimna najmilej było siedzieć w zacisznej a widnej izbie i słuchać przygód rycerskich.
- Aha! dobrze! Baśka! Baśka! A na czyjej głowie były konie przez całą drogę? W ten sposób rozmawiając zajechali przed dom Ketlingowy. Ale nic nie pomogła przestroga. Krzysia w dzieciństwie jeszcze widziała raz pana Arciszewskiego, generała artylerii koronnej, przybranego podobnie, któren też z powodu takiego stroju, jak również dla nadzwyczajnej swej piękności długo jej został w pamięci. Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po szkocku... ks. Piotr Pawlukiewicz Ja tu na wszystko mam pilne ucho, wiem wszystko i Bogusz tajemnicy przede mną nie czyni, co się na hetmańskim dworze gada. Inaczej ja bym przysłał; ale ścielę się do stóp, bo tam już koniec niedługo będzie, i trzeba mi się spieszyć. - Na Boga! to jest ważne, bo jeśli w Adrianopolu będzie wielki wojskowy congressus, to wojna z nami pewna. Musiałem i przypowieści, i mądre maksymy dla niego układać, które kazał sobie zawsze przed nocą powtarzać i według których politykę prowadził.
Pewnego razu wracali bardzo późno, bo im cały dzień oglądanie pocztów pana Feliksa Potockiego zajęło. Baśka natomiast została jakoby na uboczu i tylko pan Zagłoba zwracał na nią ustawiczną uwagę. - Niechże ją za to Bóg błogosławi! - powtórzyła pani Boska, - Zosiu, ucałuj ręce pani komendantowej. Byli między nimi starzy, siwi chłopi i pacholęta! Pierwszy tedy, którego przyprowadzono, mówi: „Przez mękę Pańską, przez tegoż Chrysta, pomiłuj panie!” A ja na to: „Po szyi go!” Dragon ciął i ściął... - Toś szczęśliwy; ja zaś od wczoraj na próżno po całym mieście jeżdżę! - Dla Boga! dobrodzieju! jużże mi tego nie odmówisz, żebyś u mnie stanął; miejsca jest dosyć; prócz dworku oficyna i stajnia wygodna. Jan Grzegorczyk To po prostu wielki człowiek. - Znowu plastrem ojciec Michałowi będziesz! - rzekł Jan Skrzetuski. Częstokroć zdarzało się nawet, że mniej liczne były wycinane przez liczniejsze.
Chciał coś mówić, chciał na nowo podjąć rozmowę - nie szło. Nawet i hajduczkowi musiało to przychodzić do głowy, bo się chwilami zamyślał, aż mu czupryna całkiem na oczy spadała. Za czym znów zabrał głos podkanclerzy: - Czy jest aby jeden, na którego zgodziliby się wszyscy? Gdzie jest taki, który by od razu tak przypadł rycerstwu do serca, by nikt nie śmiał przeciw wyborowi jego szemrać?... Po chwili znaleźli się oboje w komnacie. Dzikie serce Nim pójdę, dobrze pierwej sobie ułożę, co mu mam powiedzieć, aby się od razu nie zlisił; ale w Bogunadzieja! Konfidował zawsze żołnierzysko więcej memu dowcipowi niż swemu; tuszę, że i teraz tak będzie, chyba że się całkiem odmienił.Nazajutrz, zaopatrzywszy się w listy księdza prymasa i ułożywszy cały plan z Hasslingiem, zadzwonił pan Zagłoba do furty klasztornej na Mons regius. - Ognia! Huk, dym i jakoby wicher uderzył w kupę plewy. Wówczas Zagłoba chwycił ją za rękę i począł pośpiesznie całować powtarzając: - Czołem biję, czołem! Następnie pomógł jej zsiąść z karabonu i prowadził z wielką atencją oraz z szurganiem nogami do sieni. - A waćpan skąd wiesz, kiedy ciemno? - spytała nagle panna Jeziorkowska.
Dla Boga! powiem pani Makowieckiej, żem was tak zastał!... - Książę Jeremi Wiśniowiecki! - przerwał Zagłoba. Ale Ewucha wraz go poznała. Przypadki księdza Grosera Niech się jeno uspokoi trochę, a pan hetman indygenat ci wyrobi, szyję daję! czasy idą takie, że okazji ci nie zbraknie, jeśli szczerze chcesz się sławą okryć. I znów spojrzał na Basię, i znów mimo woli pomyślał: „Ależ to licho wdzięczne w tym świetle miesiąca!” Blisko już było do Ketlingowego dworu i po chwili zajechali. Na koniec już przed samym domem przystanął i ozwał się: - Bo widzi waćpanna, jeślim ja przez tyle lat szczęście odkładał, byle ojczyźnie służyć, jakimże czołem pociechy teraz nie odłożę? Zdawało się Wołodyjowskiemu, że tak prosty argument powinien od razu Krzysię przekonać; jakoż po chwili odrzekła ze smutkiem i łagodnością: - Im się pana Michała bliżej poznaje, tym się go więcej czci i szanuje... Wszelako waćpan masz tak bystry rozum, że chętnie jego zdania zasięgnę: mamli brać Baśkę do Chreptiowa czy też lepiej ją tu zostawić? Muszę jeno to dodać, że pustynia to okrutna. Do samego Chreptiowa przyciągnęło trochę Żydków rzemieślników; czasem zajrzał i znaczniejszy kupiec Ormianin, coraz częściej zaglądali kramnicy; miał więc pan Wołodyjowski niepłonną nadzieję, że jeśli mu Bóg i hetman dłuższy czas na komendzie zostać pozwolą, owe zdziczałe strony zgoła inną z czasem przybiorą postać.
Dlatego to i wioskę w dzierżawę oddałem, a tu czekam okazji. Na to Zagłoba: - Baśka! imainuj sobie, że masz córkę i że trzeba ci ją za jakowegoś Tatarzyna wydać? - Azja kniaź - odrzekła Basia. Elekcja niedaleko, a gdy się sto tysięcy braterskich szabel zbierze, łatwo się jakoweś bigosowanie może uczynić... Miasto wszelako nie żałowało wcale kąta dla siwej głowy, tylko go po prostu nie miało. Oni zaś pojechali dalej, jeszcze ciszej, jeszcze ostrożniej... Miły Boże! pelikan krwią dzieci karmi, prawda! Ale tej ojczyźnie już i krwi w piersiach nie staje. Mały rycerz siedział z głową spuszczoną i czuł, że go drżenie chwyta w całym ciele. Chwilami przychodziło mu do głowy, żeby pójść, wszystko wyznać panu Zagłobie i poradzić się tego męża, którego rozum umiał każdej trudności sprostać.
- Baśka jubkę wzięła - rzekła - ale w takiej jest konfuzji, że za nic nie chce przyjść. zostaniesz mnichem... Daj sobie spokój! Coć za robota wzdychać, gdy kto inny w lepszej konfidencji z nią żyje. Natomiast stało mu się ciężko, przykro. Niemniej był to jednak cios dla księcia koniuszego bardzo dotkliwy; bo już to samo, że rozważano, czy książę godnym jest zasiąść w izbie, to samo, że przypomniano coram publico wszystkie jego z czasów wojny szwedzkiej zdrady i przeniewierstwa - okryło go świeżą hańbą w oczach Rzeczypospolitej i podkopało z gruntu wszystkie jego ambitne zamiary. Przed domkami ruch był wielki. Ale widać, źle się dzieje w tej prześwietnej Rzeczypospolitej, jeśli podobni przedawczykowie, bez czci i sumienia, nie tylko kary nie odnoszą, ale w bezpieczności i potędze jeżdżą, ba! jeszcze obywatelskie funkcje sprawują. - Ja też żałobne szatki po ojcu noszę.