Wre już tam przed elekcją jak w ukropie, bo każdy swego kandydata zaleca

- Rozważałem w rozumie swoim - rzekł wreszcie - co wielki hetman może powiedzieć, gdy mu Bogusz szczęsną nowinę oznajmi. Pan Wołodyjowski długo nie mógł się zdobyć na słowo, nareszcie tak ozwał się do Krzysi: - Waćpanna nie myśl, żebym ja był człek lekki albo jakowyś mydłek, bo mi i lata nie po temu. Wszyscy, dojrzawszy dwóch mężów na powózce, poczęli krzyczeć: - Jest! jest! Vicit Zagłoba! jest! I rzuciwszy się ku wasągowi porwali małego rycerza na ręce i nieśli ku gankowi powtarzając : - Witaj! żyj nam, towarzyszu najmilszy! Mamy cię i nie puścim! Vivat Wołodyjowski, pierwszy kawaler, ozdoba wszystkiego wojska! W step z nami, bracie! Na Dzikie Pola! Tam ci wiatr smutki wywieje! Na ganku dopiero puścili go z rąk. John Eldrege Jak na mnie przyszły poty i śmiertelne znużenie, to on sam wiosłował; jak na niego, to ja... Daj sobie spokój! Coć za robota wzdychać, gdy kto inny w lepszej konfidencji z nią żyje. I poczęła wić się na bryce powtarzając ze łzami: - Uciąć mi język! moja wina! moja wina! O Jezu! ja chyba zwariuję! A Zagłoba : - Cichaj, dziewczyno! nie twoja wina! I to wiedz, że jeśli kto usieczon, to nie Michał! - Mnie i tamtego żal! Pięknieśmy mu zapłacili za gościnność, nie ma co mówić.

Boże wam błogosław!... Mógł ją wprawdzie wyprowadzić po prostu za dom na przechadzkę, bo pogoda była cudna, i dawniej byłby to bez żadnego skrupułu uczynił; ale teraz nie śmiał, bo mu się zdało, że wszyscy zaraz domyślą się, o co mu chodzi - wszyscy deklarację odgadną. Ale że pan Michał był bratem stolnikowej, a panienka krewną jej męża, więc nikogo to nie dziwiło. Ciężko im się ze sobą porozumieć, bo daleko. ks. Piotr Pawlukiewicz Ale niechże będzie już zgoda między nami. - Tym to ostrzejszy grot i dla mnie- rzekł wreszcie-że może waszmość i nie wiesz, jaka między nami w ostatnich czasach przyjaźń powstała.

(tak mówię przed waćpanną, jako przed księdzem) pan Zagłoba powiedział, że amicycja z białogłowami nieprzezpieczna rzecz, bo snadnie, jako żar pod popiołem, gorętszy afekt pod nią skrywać się może. Oto Kozacy pana Motowidły chwycili Tatara, dziwnie jakoś koło stanicy myszkującego, i przyprowadzili go do Chreptiowa. Chciałem imć państwa łaskawców moich o gościnność dla dziewki prosić, a sam do Raszkowa jechać, skoro jednak powiadacie, że wszędy bezpieczno, to wezmę i ją ze sobą. Jeśli Ketling żyw, dam wam znać. - Baśka, dosyć! ledwie już dyszysz! - wtrąciła pani stolnikowa. strażnica Pan Bóg nade mną, choć mi teraz ciężko...

Na koniec jednak kroki jego dały się słyszeć w przyległej izbie. Wino tymczasem podniosło fantazję w panu Zagłobie; począł bardzo tęgo rozmyślać o Basi, o Krzysi, o Wołodyjowskim i o Ketlingu; począł łączyć ich w pary, błogosławić, wreszcie zatęsknił do dziewczyn i rzekł sobie: - Ano, pójdę zobaczyć te kozy... Mieszka on w Świętej, w Kurlandii, ale i z tej strony ma majętność Szkudy, którą mnie puścił. Konwój pozostał teraz w tyle, a na przodku jechała Basia mając z jednej strony męża, a z drugiej pana Zagłobę. zdrowie - Michałku! tyś największy wódz w świecie. Tam załatwiwszy szczęśliwie sprawy, z dobrą otuchą do ojczyzny powracał.

Uczyń to waść, jeśli zdołasz. Z perkułabami musicie porozumienie mieć. Że jednak przed okiem jego nic ukryć się nie mogło, więc dostrzegł smutek Krzysi. Jacek Pulikowski - Jam dworskich obyczajów nieświadoma! - szepnęła w największym zmieszaniu panna. Krzysia przestała szyć i podniosła na niego wzrok; spojrzenia ich spotkały się, a potem nagle spuścili oboje oczy... - Panie komendancie - rzekł zaraz we drzwiach - u Sierocego Brodu, po multańskiej stronie, kupa jakowaś leży i ku nam zamyśla.

Basia i stolnik porwali się na równe nogi i wybiegli; stolnikowej poczęło bić serce, ale została z Krzysią, aby zbytnim pośpiechem nie zdradzić, że pan Zagłoba jakieś zbyt ważne nowiny przywozi. Oczy jej podnosiły się jednak co chwila i biegły aż do gdańskiego zegara, który stojąc w kącie Ketlingowej bawialni tykał poważnie. Naprzód, w długim białym habicie wydawał się wyższy niż w dragońskim kolecie; po wtóre, sterczące dawniej ku oczom wąsiki nosił teraz ku dołowi i brodę usiłował zapuścić, która tworzyła dwa żółte kosmyczki nie dłuższe nad pół palca; na koniec wychudł i wymizerniał bardzo, oczy jego straciły dawny blask i zbliżał się powoli, mając ręce ukryte na piersiach pod habitem i spuszczoną głowę. Owóż słuszna jest: wszystkim nie nazbyt ufać i bacznym okiem na uczynki ich poglądać. Pan Sobieski wielki mąż, on się zgodzi, bo wie, że gdy Tatarzytu na wolę i ziemię przyjdą, to i na Krymie, i na Dobrudzkich Stepach wojna domowa może się rozpocząć, potęga ord zesłabnie i sam sułtan najpierwej o uciszeniu onej zawieruchy musi myśleć... Chwała Bogu! Chwała Bogu!...

Zdawało jej się w tej chwili, że mają naprawdę o jakiejś ważnej mówić sprawie, która może pójść w odwłokę z winy Wołodyjowskiego. Daj ci Boże, Krzysiu, szczęście z Ketlingiem... - Cóż ty na to? hę? - rzekł po chwili Zagłoba. a potem?... Gdyby sekret Krzysi i Wołodyjowskiego był mu znany, wszystko byłoby mu od razu jasne, ale bez tej znajomości istotnie trudno było cośkolwiek zrozumieć. Tymczasem nadbiegł z biczem czeladnik, a pani stolnikowa zdołała jeszcze wynieść Basi szubkę i kołpaczek, bo dzień był chłodny.


||||||||||||||||||||||